Alfabet Any

Ana – hiszpański odpowiednik imienia, które dostałam na chrzcie – Anna. Zapożyczyłam ją od argentyńsko-hiszpańskiej aktorki i pisarki, Any Diosdado. Spodobała mi się jako Lola w serialu telewizyjnym „Anillos de oro”.

     Aktorzy, których cenię (w kolejności niealfabetycznej) – Audrey Hepbourn, Krystyna Janda, Julia Roberts, Isabelle Adjani, Irène Jacob, Agnieszka Glińska (również reżyserka), Karolina Gruszka, Dorota Landowska, Agnieszka Grochowska, Monika Dryl; Jerzy Stuhr, Marcello Mastroianni, Zbigniew Zamachowski, Janusz Gajos, Daniel Day-Lewis, Tom Hanks.

Banany – przysmak dzieciństwa

Czas – cenny, bo nie do: kupienia, cofnięcia czy rozmnożenia. Czasem mam problemy z czasem – idealnie byłoby zawsze być punktualnie lub kilka minut „przed”, tymczasem od czasu do czasu wciąż zdarza mi się być kilka minut „po”.

Dziuś – śp. Dziadziuś – najważniejsza osoba na świecie, tato mojej Mamy

Emancypantki – tomiszcze Prusa

→ Fotografia jest obecna w moim życiu od najmłodszych lat, dzięki Tacie, który chętnie utrwalał na kliszach nie tylko moje dzieciństwo. Sama zaczęłam fotografować w liceum. Od tamtej pory zabieram aparat we wszystkie podróże – małe i duże.

Długo fotografowałam wyłącznie krajobrazy, pejzaże i… okna. Z czasem zaczęłam zbliżać się do ludzi, również obiektywem aparatu. Uwieczniałam: wernisaże wystaw, zaprzyjaźnionych tancerzy, aktorów i dzieci znajomych. Wreszcie spróbowałam fotografii reportażowej. I ta jest mi najbliższa do dziś, choć w tak zwanym międzyczasie wykonałam też kilka makrofotografii. Od 2003 r. jestem w Grupie Twórczej „Fotogram”.

     Futra – nawet sztucznego – nie założę nigdy w życiu.

Gotować – umiem – genialnie wodę na herbatę. 😉

Historia – nauczycielką życia jest. Dla mnie była ulubionym przedmiotem w szkole. Mam dużo sentymentu i szacunku do tego, co dawne. Ogromną radość i satysfakcję sprawiają mi podróże w czasie, zwieńczone interesującymi odkryciami.

Indie – kraj moich marzeń od 5. klasy szkoły podstawowej do dziś. Przez rok uczyłam się hindi – oprócz niego znam: angielski, fiński (podstawy), francuski, łaciński, staro-cerkiewno-słowiański i rosyjski.

Jestem – sobą, staram się być joginką.

Jestem niszowa – i bardzo tę moją „niszowatość” lubię.

Książki – kupuję na kilogramy.

Kino – zdecydowanie wolę od kafejek czy pubo-klubów.

Lubię oglądać filmy, szczególnie takie, które zostawiają człowieka z przemyśleniami na kilka dni po wyjściu z kina czy wyłączeniu komputera. Moje ukochane, to: „Stanno tutti bene”, „Czerwony” i „Świat Apu”.

Mam słabość do: herbat, ręcznie robionej biżuterii, kubków, rajstop i ciepłych skarpetek.

     Moda – zazwyczaj jestem sezon czy dwa lub wręcz sto lat za… 😉

Nie interesuje mnie życie prywatne innych. Mam swoje.

Oczy i palce u nóg – zwracają moją uwagę przy pierwszym kontakcie z człowiekiem.

Poznań – jedno z moich magicznych miejsc.

Poczucie humoru i własnej wartości – sprawiają, że z przymrużeniem oka i dużym dystansem podchodzę do „życzliwości” najlepiej poinformowanych na mój temat osób.

Raczej nie jestem ryzykantką, chociaż… Zakończone sukcesem ryzyko wciąga…

Słucham – wewnętrznego głosu, innych i youtube’a.

Światło – jestem światłoczuła. Bardzo lubię budzić się w pokoju z oknami na wschód, pełnymi słońca.

Taniec – długo nie był tym, co Tygrysy lubią najbardziej, dlatego od 2003 r. jeździłam na Międzynarodowe Warsztaty / Biennale Tańca Współczesnego w Poznaniu. Dzięki nim zetknęłam się z terapią tańcem, która sporo zmieniła we mnie i w moim życiu.

Uważności nauczyłam się dzięki jodze i fotografowaniu.

Wschód – zdecydowanie bliższy mojemu sercu niż Zachód. Im dalej na wschód od Warszawy, tym bardziej czuję się jak u siebie, chociaż… Bardzo podoba mi się poznańskie poszanowanie czasu i pieniądza (nie mylić ze skąpstwem).

Zosia – Babcia – kobieta w dechę, mama trochę większej wersji mnie, czyli mojego Taty

Żeglowałam – mimo że „nie umiem pływać” i „boję się” wody – 4 razy w życiu, po kilku jeziorach mazurskich i dwóch morzach.

Reklamy

Jedna odpowiedź na „Alfabet Any

  1. Odnośnie kina, nie lubię tych dzisiejszych molochów. Kiedyś na Nowym Rynku w Warszawie było małe, stare kino, w którym miało się prawie całą salę dla siebie, a to z tego względu, że puszczali ciekawe, niekomercyjne filmy. Upadło. Dziś nie ma już takich kin.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s