Babcia mówiła na mnie Adolfik*

Był dżentelmenem. Na dokumentach, które się zachowały, doskonale widać, że zawsze składał podpis tuż za żoną lub pod jej autografem. Gdyby więc Eleonora była jego żoną, to jej inicjał jako pierwszy by był tłoczony na tekturowych kartonikach z secesyjnymi litografiami, na które na przełomie XIX i XX w. naklejano zdjęcia. Tymczasem literka E. jest druga w kolejności w nazwie siedleckiego zakładu fotograficznego A. i E. Gancwol.

Adolf Gancwol był najmłodszym dzieckiem i najprawdopodobniej jedynym synem Hermana i Marii z Grundhandów. Przyszedł na świat w 1870 r. w Warszawie. Miał co najmniej sześć sióstr. Trzy z nich tak samo jak on i jego ojciec prowadziły zakłady fotograficzne. Eleonora była jedną z nich.

Emilja czy Eleonora?

Szukałam jej przez blisko 7 lat. Już 5 lat temu doszłam do wniosku, że Eleonora mogła być siostrą Adolfa, ale… Były to tylko moje przypuszczenia. Gdy więc znalazłam niedawno akt chrztu Eleonory Gancwol, poczułam dziką radość. I satysfakcję! Traf chciał, że odkryłam go niemal w 70. rocznicę jej śmierci.

Uważano, że E. Gancwol (chyba wszyscy intuicyjnie wyczuwaliśmy, że była to ta E., a nie ten E.) to druga żona Adolfa Gancwola, Lucyna Emilja. (Pierwszą była Leokadja.) Trochę na siłę. Adolf zmienił nazwisko na Ganiewski w 1922 r. Lucyna Emilja (z domu Gebel) była jeszcze wtedy panną. Nie zdążyła być panią Gancwol. Od razu została Adolfową Ganiewską.

Kto więc się krył pod inicjałem „E.”? Odpowiedź na to pytanie znalazłam w wykazie „Fotografów i zakładów fotograficznych Królestwa Polskiego i Litwy (Imperium Rosyjskie do 1918 r.)” Michała Żura. Autor tej publikacji był antykwariuszem oraz prezesem Domu Polskiego w Charkowie. Jako właścicielki zakładów fotograficznych w Siedlcach wymienił Eleonorę Gancwol i Ewelinę Dubiszewską. Skąd znał ich imiona i nazwiska? Tego już się nie dowiemy. Sporządzony przez Michała Żura wykaz fotografów odkryłam w 2010 r. Jego autor zmarł 2 lata wcześniej. Został śmiertelnie pobity w swoim antykwariacie.

Oprócz pracy M. Żura „dowodami na istnienie” Eleonory były Księgi i roczniki adresowe Królestwa Polskiego z lat 1900-1904. Przez ten czas jako właścicielka zakładu fotograficznego w Siedlcach była w nich wymieniana właśnie Eleonora Gantzwohl. Co się z nią działo później? Księga adresowa na rok 1905 podpowiada nam, że w powiecie siedleckim istniały zakłady fotograficzne Adolfa Gantzwohla przy ul. Ogrodowej i „Wiktoria” K. Korbutta przy ul. Warszawskiej. Po Eleonorze nie ma śladu.

Elena

Dr nauk ścisłych Elena Pawłowa z Moskwy, autorka książek „Wielostronne podejście filozoficzne do podstaw matematyki” oraz „Rozwój matematyki na przestrzeni wieków” (tę drugą napisała wspólnie z Markiem Kowalskim) przez kilka lat była związana z uczelniami w: Lublinie (KUL, UMCS), Warszawie (UW, UKSW) i Siedlcach (dzisiejszy UPH).

Jej babcia ze strony mamy nazywała się Helena Fiedczenko (z domu Gancwol). Dr Pawłowa o Gancwolach miała niewiele informacji, ale za to jakże istotnych. Ponieważ większość z nich nie była udokumentowana, nie potrafiła połączyć faktów i odtworzyć historii swojej rodziny. Nie mogła zrozumieć, czemu w archiwach, kancelariach parafialnych i urzędach stanu cywilnego nie znalazła ani jednego dokumentu, potwierdzającego istnienie babci Heleny. Przecież najlepszym dowodem na istnienie babci jest wnuczka, która dostała na chrzcie takie samo imię jak seniorka rodu.

Przebywając od kilku lat w Polsce, wykładając na wspomnianych wyżej uczelniach, a potem ubiegając się o kartę stałego pobytu, Elena Pawłowa porozumiewała się wyłącznie w języku rosyjskim. Mówić po polsku podobno umiała, ale… nie chciała. Nie bawiła się w kurtuazje. O swojej rodzinie opowiedziała i doradcy prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego ds. społecznych Henrykowi Wujcowi, i naczelnemu rabinowi Polski, Michaelowi Schudrichowi. I mnie…

Znalazła mnie dzięki pomocy Yale Reisnera z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, który wyszukał w sieci mój tekst „Zagadki Gancwola”.

Helena

Babcia pani Eleny urodziła się 21 maja 1867 roku. Najprawdopodobniej w Warszawie, choć równie dobrze mogła przyjść na świat w Nowo-Mińsku, Nowym Dworze, a nawet w Siedlcach… 1 listopada 1898 r. poślubiła 2 lata młodszego od siebie Nikołaja Dmitriewicza Fiedczenkę.

Pół roku lub 10 miesięcy później (są trzy wersje tej daty: 10 V, 4 VIII, 21 VIII) przyszła na świat ich pierwsza córka Maria. 4 lipca 1900 pojawiła się na świecie mama pani Eleny, Olga. Obie dziewczynki urodziły się w Nowo-Mińsku. Pani Elena nie ma jednak ani aktu ślubu dziadków, ani ich aktów urodzenia. Nie ma też aktów urodzenia ani cioci i mamy, ani nawet swojego. W różnych innych dokumentach ma aż trzy daty urodzenia.

Która z nich jest prawdziwa? Nie wiem – przyznała podczas któregoś z naszych spotkań.

Z Nowo-Mińska dziadkowie pani Eleny wyjechali najprawdopodobniej do Kowna. Potem dziadek Mikołaj został dowódcą twierdzy w Helsinkach. Zmarł w 1917 lub 1918 r., rozstrzelany na oczach żony i córek. Dziewczynki dusznościami i kaszlem przez pół roku odreagowywały tę tragedię. Po śmierci Mikołaja Helena zamieszkała z córkami w Nowoczerkassku. Przygarnęła je siostra cioteczna Heleny, Katarzyna Reszotowska. Podobno przymierały tam głodem.

Olga skończyła w Helsinkach ostatnią klasę gimnazjum. Później studiowała architekturę na Rostowskim Politechnicznym Uniwersytecie w Nowoczerkassku. Wyszła za mąż za Pawła Grigoriewicza Pawłowa, absolwenta ekonomii i prawa w Kijowie. Poznali się, gdy pracował w Baku, a ona była głównym architektem tego miasta. Jej siostra Maria (zm. 11 X 1976 r. w Baku) została sekretarzem sądu w Nowoczerkassku. Olga przeżyła ją o 9 lat (zm. 22 IX 1985 r. w Moskwie). Ich matka, Helena Fiedczenko (z domu Gancwol) zm. 18 XI 1946 r. w Baku.

Na zakończenie jednego z naszych spotkań Elena Pawłowa zapytała mnie bezceremonialnie:

Ile pani ma lat? Ponad 30! Moja babcia i mama też późno wyszły za mąż, a ciocia Maria to została panną. Przypuszczam, że dziadek z babcią poznali się, gdy przyszedł do jej zakładu zrobić sobie zdjęcie.

– Pani babcia pracowała w zakładzie fotograficznym?!

Tak, a nie mówiłam o tym? Ona robiła zdjęcia. Zresztą w tej rodzinie chyba każdy je robił. Mama i ciocia Marysia też. Ale ciocia więcej. Przechowała nawet aparat fotograficzny babci. Potem ja go dostałam. Sprzedałam go. Wiem, że źle zrobiłam, ale takie były czasy. Nie wróci się… Na jednym ze zdjęć, które pani pokazałam, jest młody Adolf, prawda? Znam go tylko z fotografii. Poznałam go po pieprzyku na policzku. Babcia tuż przed śmiercią, gdy była już ciężko chora, mówiła do mnie: Adolfik. Może i jestem do niego trochę podobna? Ależ to był przystojny mężczyzna! I w taki sposób umarł! Babcia nic więcej mi o nim nie mówiła. W ogóle w domu nie mówiło się o żadnych Gancwolach. Teraz domyślam się, dlaczego. Oni byli przecież Żydami, a dziadek Mikołaj był prawosławny. I ślub z babcią wziął prawosławny. Ja też jestem prawosławna, tak samo jak moi rodzice, a ciocia Maria to nawet pomagała batiuszce w Nowoczerkassku.

Nie nam oceniać, jak bardzo prawosławni byli krewni Eleny Pawłowej. Z całą pewnością byli jednak prawowierni. A zgodnie z prawem o małżeństwach mieszanych, które istniało od 1836 r., „gdy jedno z małżonków jest wyznania prawosławnego (…) zachodzi przymus co do wychowania wszystkich dzieci w religii prawosławnej (…)”.

Babcia nie lubiła Żydów – przyznała pani Elena. I zaraz dodała: – Może jej mama wcale nie była Żydówką, tylko polską szlachcianką? – rozmarzyła się.

Środowisko żydowskie bardzo źle reagowało na zmianę wyznania. „Wujowie i ciotki pluli na samo wspomnienie o niej” – napisał w „Rodzinie Muszkatów” I. B. Singer o Maszy, która przechrzciła się z miłości do Janka. Ojciec [Maszy] spędził jeden tydzień na rytualnej żałobie po córce, tak jakby ta umarła. [Matka] napisała (…), że ją wydziedzicza. Równie ostro reagowali polscy patrioci na śluby Polek z Rosjanami. Po powstaniu 1863 r. poślubienie Rosjanina było krzyczącym sprzeniewierzeniem się patriotycznej tradycji. (…) Małżeństwo z Rosjaninem uważane było za podwójną zdradę – religijną i patriotyczną – czytamy w książce Agaty Tuszyńskiej „Rosjanie w Warszawie”.

23-letnia Eleonora Gancwol, „córka mieszczan żydowskich 62-letniego Germana Gancwol i jego zakonnej żony Marii z domu Grungand”, w samo południe 16 listopada 1896 r. przyjęła w cerkwi prawosławnej chrzest. Dostała podczas tej uroczystości imię Helena.

Z aktu chrztu wynika, iż Eleonora urodziła się w 1873 r., a nie w 1867 – jak mówiła Elena Pawłowa. Która z tych dat jest prawdziwa? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że Helena Gancwol późno wyszła za mąż i była starsza od swego męża. Miała więc powód, żeby „się odmłodzić”.

Musiała bardzo kochać Mikołaja, bo ochrzciła się jeszcze za życia ojca. Na nekrologu błogosławionej pamięci Hermana Ganzwola napisano, że: po krótkiej lecz ciężkiej chorobie zasnął w Bogu, 24 marca 1898 roku, przeżywszy lat 68. Następnego dnia spoczął na Cmentarzu Żydowskim przy ul. Okopowej w Warszawie. Skoro w 1896 r. miał 62 lata, to dwa lata później powinien mieć 64, a nie 68. Zakładam, że informacja z księgi wyznania mojżeszowego jest w tym wypadku bardziej wiarygodna od tej z księgi prawosławnej.

Bez względu na to, ile miał lat w dniu śmierci, błogosławionej pamięci Herman Ganzwol zasnął w Bogu rok i 4 miesiące po konwersji córki. Dwoje kolejnych jego dzieci – Justyna i Adolf – zmieniło wyznanie już po śmierci ojca. Justyna ochrzciła się w kościele ewangelicko-augsburskim, a Adolf – w ewangelicko-reformowanym. A imię Eleonora wkrótce znów pojawiło się w rodzinie Gancwolów.

Aleksander Gancwol-Ganiewski, stryjeczny brat Eleonory, Justyny i Adolfa dał swojej pierworodnej, urodzonej w 1907 r. córce aż trzy imiona – Karolina Alicja Eleonora.

* W numerze 11. „Tygodnika Siedleckiego” z tego roku można przeczytać krótszą wersję tego tekstu, zatytułowaną „Zapomniana Eleonora Gancwol”.

 

Reklamy

Informacje o ana

czytam, piszę i fotografuję
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ana, fotografia, historia, kultura, wielokulturowość, wspomnienia, z głową w chmurach i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Babcia mówiła na mnie Adolfik*

  1. Aneta ale robisz „dobrą robotę” – brawo.

  2. Alex Strat pisze:

    To może brzmi dziwnie, ale ta cała „polskość” się zaczęła od… zmiany wyznania.. przez Mieszka, żeby się ożenić na Dobrawie… :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s