gdy sarna lub wiewiórka przebiegnie Ci drogę

Droga była malownicza. Słońce, które przebiło się przez gęsto porozwieszane chmury, pięknie rozświetliło pulsujące soczystą zielenią korony drzew. I jeszcze ten błękit – mocny, głęboki i tak intensywny. Widząc takie cudeńka, nie mamy wątpliwości, że jakiś tam Photoshop to małe miki przy Matce Naturze.

Z zachwytu – jak zwykle – nie wiedziałam, co robić. Zatrzymać się na poboczu tej obfitującej nie tylko w piękne chmury, ale i równie urocze pagórki i zaskrętasy drogi? Wyjąć aparat, który akurat jechał na siedzeniu pasażera i spróbować skopiować to, co widzę? Najprościej i najszybciej by było się uszczypnąć i upewnić, że nie śnimy na jawie. Zwolniłam – dając sobie chwilę do namysłu, rozkoszując się tym, co dane mi było zobaczyć i jednocześnie zaklinając w myśli czas, by ta chwila trwała jak najdłużej.

Dzięki temu, że kilka metrów wcześniej zdjęłam nogę z pedału gazu, dałam radę wyhamować jakieś 3 metry przed sarną, która wyskoczyła z malowniczego lasu wprost pod mój samochód. Mi podskoczyły ciśnienie i adrenalina, ona stanęła jak wryta. Załóżmy, że tak jak mnie urzekła okolica, tak ją ciut przykurzona czerwień karoserii mojego leciwego autka. 😉

Gdy tak stałyśmy na tej drodze, oczyma duszy widziałam przepiękne zdjęcie. Jedno z tych, przy których naciskając spust migawki, czuje się Palec Boży. Kolejne do albumu fotografii, których nie zrobiłam i raczej nie zrobię.

W takich momentach nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się tym, że:

– ta sarna wybiegła z lasu akurat wtedy, gdy jechałam;

– odpowiednio wcześnie ją zobaczyłam;

– dostrzegam takie niespodzianki – kilka dni temu, gdy wracaliśmy z Wielkiego Rogacza – wybiegł na polanę, którą wędrowaliśmy, jeleń – nas wryło z zachwytu, małżeństwo z dzieckiem, które szło 1,5 metra przed nami i jakieś drugie tyle od jelonka, nawet się nie zatrzymało…  Powiem więcej, po nich ten jelonek spłynął jak po kaczce.

Albo go nie zauważyli, albo tam, gdzie żyją, takie cuda zdarzają się na co dzień. 

Nam podczas tej wyprawy przebiegła jeszcze drogę wiewiórka – niby pospolita, a jednak nie ruda, jak u nas, tylko… brązowa. Ze dwa razy trafiła się też jaszczurka. Raz zając, uciekający przed kimś w stronę ujadających psów. I raz buszujący na polu lis z imponującym ogonem. Nie zrobiliśmy im zdjęć. Zabrakło refleksu, albo odpowiedni obiektyw został akurat w bacówce. Za to gdy w gotowości bojowej czekaliśmy z aparatami ponad kwadrans, aż tajemnicze zwierzę, szeleszczące w liściach, wyjdzie wreszcie z kryjówki, nie zwracając na nas najmniejszej uwagi, wyszła z krzaków… polna myszka. Gdyby hałas, którego narobiła w tych krzakach, był współmierny do wielkości hałasującego, oczom naszym powinna się ukazać… co najmniej lisica. Albo inna mocno wkurzona z rana pani. 😉

Zabobony mówią, że gdy czarny kot przebiegnie Ci drogę, zawróć lub stań i poczekaj, aż ktoś Cię minie. Moje dwie czarne kotki kursują wokół moich stóp kilka razy dziennie, dając mi przy tym tyle radości, że niech się kabaret schowa.

Gdy sarna lub wiewiórka przebiegnie Ci drogę, nie drap się więc w głowę, nie zastanawiaj, co to znaczy, tylko ciesz się, że ich ścieżka skrzyżowała się właśnie z Twoją i że mogłeś je zobaczyć. 🙂

Reklamy

Informacje o ana

czytam, piszę i fotografuję
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ana, fotografia, podróże małe i duże, z głową w chmurach, zwierzęta i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s