Jeśli nie ja, to kto opowie, jak tu kiedyś było?

     Emocje, towarzyszące tego typu wizytom, są zawsze po obu stronach. Tak samo duże. Ci, którzy odwiedzają – siedleccy Żydzi lub ich potomkowie – szukają w kraju przodków swoich korzeni. Chcą zobaczyć, poczuć, a najlepiej dotknąć tego wszystkiego, o czym słyszeli, co widzieli jako dzieci, co zapamiętali z nielicznych ocalałych zdjęć lub co zapisali im rodzice czy dziadkowie, delegując w podróż do mitycznego już niemal Polin.

Ci, którzy niespodziewanie są odwiedzani – aktualni mieszkańcy wiekowych kamieniczek – są nieufni. Boją się. Czego ci Żydzi chcą? Po co tu przyjechali? Czy będą się upominać o nieuregulowane sprawy własnościowe? A może od razu zabiorą, co ich, a obecnych lokatorów zmuszą do opuszczenia zajmowanych mieszkań?

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze różnice kulturowe. U nas wizyta musi być zapowiedziana, rodzina przygotowana, a chałupa wyglansowana. W krajach azjatyckich życie toczy się głównie przed domostwami, w których kotary pełnią rolę drzwi.

– Chcę zrobić tylko jedno zdjęcie, jedno malutkie zdjęcie domu, a drugie w środku domu. Czy to taki problem? – pyta mnie szefowa ziomków i pędzi do kamienicy swojej babci.

Na szczęście, z każdą kolejną wizytą mury nieufności maleją, lody topnieją, drzwi się otwierają, a ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać.

Noach był w swoim pokoju

     Przedstawiciele siedleckiego ziomkostwa, rozsiani po całej kuli ziemskiej, poprzednio byli w kraju swoich przodków 4 lata temu. Niektórzy pierwszy raz od czasu, gdy opuścili miasto. Z tamtej grupy po raz drugi przyjechali teraz Meir i Noach.

Meir jest wnukiem siedleckich Żydów, Noach urodził się w Siedlcach i mieszkał tu przez całe dzieciństwo, bywając od czasu do czasu u dziadka w pobliskim Sokołowie (tu też zastała go wojna). W Rosji, do której wyemigrowała jego rodzina, nie uznano mu skończonych w Siedlcach czterech pierwszych klas szkoły. Noach uczył się więc od podstaw pisania, czytania i rachowania, w obcym kraju i w obcym języku. Przez… kolejne cztery lata.

– W sumie nie nauczyli mnie tam niczego nowego, ale ich zdaniem ich szkoła była o wiele lepsza od tej w Siedlcach. Efekt tych moich tułaczek zagranicznych (mając 15 lat, wylądowałem bez rodziców we Francji, w domu dziecka) jest taki, że znam kilka języków obcych i… perfect nie znam żadnego z nich. Nawet hebrajskiego.

     I faktycznie, gdy mówi, ma się wrażenie, że używa jednocześnie wszystkich znanych mu języków. Spontanicznie przechodzi w środku zdania z polskiego na angielski, dopełniając je rosyjską składnią i francuskimi bon motami.

W Siedlcach jego tata był dyrektorem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Mama wychowywała gromadkę dzieci. Dziadek mieszkał vis-à-vis synagogi w Sokołowie. Dziś Noach z zachwytem patrzy na sklep, pobudowany na miejscu zburzonej przez Niemców świątyni. Sklep jak sklep, ale na posadzce wewnątrz marketu jest Gwiazda Dawida!, a na niej informacja, że kiedyś była tu synagoga!

Za każdym razem, gdy jest w Polsce, jedzie do Siedlec i Sokołowa. Pobyć, poczuć, zobaczyć. Osoby, które mieszkają dziś w domu jego dziadka, zawsze życzliwie go przyjmują. W Siedlcach odwiedził swój dom przy ul. Sienkiewicza po raz pierwszy.

– Byliśmy w Siedlcach przez 3 dni. Codziennie chodziłem do mojego dawnego domu. Dwie pierwsze wizyty były przykre. Za trzecim razem aktualna właścicielka kamienicy zaprosiła mnie i żonę na kawę. Najważniejsze to z ludźmi rozmawiać, a ja już od progu mówiłem, że nie chcę niczego zabierać czy odbierać. Chcę tylko zobaczyć dom, w którym mieszkałem 70 lat temu. Dziś zobaczyłem mój pokój! Trudne do opisania przeżycie!

Yael napisze książkę

Wzruszenia i emocji nie kryje też delikatna Yael.

– Byłam w domu mojej cioci. Siedziałam w jej pokoju! Czułam atmosferę tego domu! – opowiadała podekscytowana.

Nie od razu jednak było tak miło. Do kamienicy przy ul. Bohaterów Getta wybrała się po raz pierwszy kilka lat temu, gdy była w Polsce z wycieczką ze szkoły swojego syna. Przyjechała ze stolicy taksówką, korzystając z uprzejmości kierowcy, który pomógł jej odnaleźć wszystkie spisane przez rodzinę adresy. Mężczyzna, który tam wtedy mieszkał, pogonił ją, krzycząc, że nie może robić zdjęć budynku i ma się wynosić. Tym razem było podobnie. Właściciel domu, jak się okazało, ten sam, którego już kiedyś „poznała”, zabronił robić zdjęcia i powiedział, żeby sobie natychmiast poszła. Zmiękł, gdy zobaczył, jak z oczu Yael zaczęły płynąć łzy.

– Nic mu nie zrobiłam. Niczego nie chciałam, a on na mnie krzyczał, bo robiłam zdjęcie budynku! Wytłumaczyłam mu łamaną polszczyzną, że to dom siostry mojej mamy, że wiem, iż wróciła po wojnie na moment do Siedlec i go sprzedała, że nie chcę niczego, tylko zobaczyć, gdzie mieszkała. Zgodził się. Powiedział, żebym wróciła za 1,5 godziny. Przyszłam. Z czekoladkami. Początkowo dawało się wyczuć między nami napięcie. Tak, jakby jego teść i on czekali, kiedy zacznę się upominać o swoje. Ale gdy zobaczyli, że naprawdę nie mam żadnych pretensji, zaczęliśmy żartować i atmosfera się ociepliła. Dołączyli do nas żona i dzieci tego mężczyzny. Rozmawialiśmy 3 godziny. I chyba nawet trochę się polubiliśmy. Nie pozwolił zrobić zdjęcia pokoju, ale sfotografował się… ze mną. Zostawiłam im swój e-mail!

– Wiesz, u nas w Izraelu są specjalne kursy, na których uczą, jak spisywać historie rodzinne. Chodziłam na nie. Teraz mam ochotę spisać historię mojej rodziny. Tylko jak to zrobić, żebyś ją przeczytała? Może znajdzie się ktoś, kto przetłumaczy ją z hebrajskiego na angielski albo na polski? Moja polszczyzna, to łamana polszczyzna. Nauczyłam się jej sama, słuchając rodziców. Nie chcieli, żebym umiała po polsku. Sami rozmawiali w tym języku tylko wtedy, gdy nie chcieli, żebym rozumiała, o czym mówią. Wojnę przeżyli na aryjskich papierach, w innej miejscowości. Każde pod innym nazwiskiem. Na moje pytania o Siedlce mama zawsze reagowała krzykiem.

Mama chodziła do szkoły dla dziewcząt pani Zembrzuskiej. W klasie było 6 Żydówek. Była najmłodsza z rodzeństwa. I bardzo bystra. Rodzice wysłali ją więc do szkoły katolickiej. Żydzi potraktowali to jednak jako zdradę religii i nie pozwolili uczestniczyć w nabożeństwach. Wykluczyli ją z wspólnoty. Po latach powiedziała mi, że teraz są inne czasy i ważne jest, żeby umieć jak najwięcej, a nie, gdzie się tę wiedzę zdobywa. I że ona daje mi wolny wybór co do wyboru szkoły.

Tata miał monopol na skup cukru w mieście. W komórkach za domem trzymał drewno. Gdy Niemcy bombardowali ul. Sienkiewicza, nasz dom, jako jedyny w tej części ulicy, nie został spalony. Uratowała go ściana, jaką tworzą do dziś na tyłach naszej kamienicy komórki na drewno. To niesamowite! Stoją tak samo jak na zdjęciu, które mój kuzyn zrobił przed 30 laty i nam przywiózł.

Do domu rodziców jednak nie weszła. Młoda dziewczyna, która aktualnie w nim mieszka, przeszła obok niej obojętnie.

– Niedawno, porządkując dokumenty po rodzicach, odkryłam, że miałam starszą siostrę, Dorotę. Oddali ją w czasie wojny do sierocińca. Uważano wtedy, że to jedno z bezpieczniejszych miejsc dla dzieci, bo Niemcy sierocińców nie ruszają. Wkrótce zmarła. Na tyfus. Ja urodziłam się w Izraelu, już po wojnie.

Sara przypomniała sobie ratusz

Sara przyszła na świat w Siedlcach. Jakieś 2 lata przed wybuchem II wojny światowej.

Teraz, tak samo jak Noach i Yael, od razu po zakwaterowaniu w hotelu, poszła do swojego dawnego domu przy ul. Piłsudskiego. Nie weszła jednak do środka.

– Pukałam, ale nikt nie otworzył. Idąc moją ulicą, przypomniałam sobie za to, że był w Siedlcach ratusz, który zbombardowali Niemcy. Pamiętam też, że w kamienicy, w której mieszkaliśmy, na dole była kawiarnia. Czemu to zapamiętałam? Bo mama dała mi kiedyś kilka groszy, żebym sobie kupiła cukierki irysy.

Kim był jej ojciec? – Rabinem! – nie kryje dumy. – Był bardzo zdolny! Szkołę, którą inni chłopcy kończyli, mając 24 lata, on skończył, gdy miał 18 lat. Nie chciał jednak być rabinem. Wolał zostać kupcem. A mama? Wychowywała 6 dzieci, choć w sumie to 7, bo był też starszy, przyrodni brat, który służył później w armii angielskiej.

Rodzina Sary wyjechała z Siedlec do Rosji w 1940 r. Do Polski wrócili w 1946 r. Do Łodzi. – Wszyscy nam wtedy mówili, że nie ma już Żydów w Siedlcach, że nie ma tu po co wracać. Pojechaliśmy więc do Czechosłowacji, stamtąd do Francji, do Strassburga. Latem 1948 r. wyjechaliśmy do Izraela. Miałam wtedy 10 czy 11 lat.

Teraz, gdy się wzruszy, tak samo jak Noach mówi, posługując się jednocześnie wszystkimi znanymi sobie językami.

Do miasta, w którym się urodziła, przyjechała po raz pierwszy od ponad 70 lat.

– Wcześniej nie mogłam. Nie chciałam ani mówić o Siedlcach, ani o życiu przed wojną. A teraz? Jeśli nie ja, to kto opowie, jak tu kiedyś było?

Reklamy

Informacje o ana

czytam, piszę i fotografuję
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ana, historia, podróże małe i duże, wspomnienia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jeśli nie ja, to kto opowie, jak tu kiedyś było?

  1. monikana pisze:

    Temat bardzo bliski mojemu sercu. Cóż mogę napisać? W notce zawarte jest wszystko …

  2. Jerzy pisze:

    Trafiłem tu przypadkiem, szukając śladów z dzieciństwa moich rodziców. Moja mama mieszkała w Siedlcach na ulicy Sienkiewicza. Nigdy nie chciała wspominać wojny. Nigdy nie rozmawialiśmy o jej pochodzeniu, ale wielokrotnie musiała uciekać gdy w czasie wojny, na ulicy krzyczano za nią żydówka. Uratował ją mój tata, ale to inna historia. Od niego słyszałem, że miała przyjaciółkę, żydówkę chodziły razem do szkoły. Kiedy przyjaciółka wraz z rodziną opuszczała Siedlce, przyniosła do mojej mamy obraz, prosiła, by go przechować przez wojnę i że wróci po niego. Ten obraz wisi cały czas u mnie w domu, mama nigdy nie chciała się z nim rozstać.

  3. anetaa pisze:

    Panie Jerzy, bardzo dziękuję Panu za ten wpis. Przez ostatnie tygodnie nie zaglądałam na bloga. Jeżeli Pana mama znała Adolfa Gancwola Ganiewskiego i jeśli zechciałby Pan podzielić się ze mną Jej wspomnieniami, to będę nie tylko zaszczycona, ale i bardzo wdzięczna. Pozdrawiam Pana serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s