Była taka nauczycielka

Nie była ani nauczycielem mianowanym, ani dyplomowanym. Nie skończyła nawet studiów. A szkoła, którą kierowała przez 28 lat, istnieje do dzisiaj. Grobu Heleny Dyżewskiej na cmentarzu centralnym w Siedlcach od niedawna już nie ma.

Taktowna, sumienna, w pracy gorliwa, dbała o szkołę. Stosunek do dziatwy szkolnej i rodziców – dobry… Takie świadectwo wystawiali Helenie Dyżewskiej inspektorzy szkolni, którzy wizytowali kierowaną przez nią szkołę. Placówka ta przetrwała do dziś. Od 1 września tego roku jest Szkołą Podstawową nr 1 w Siedlcach.

Przedwojenny Kwestjonarjusz nauczycielski przypomina dzisiejsze CV. Wystukaną pracowicie na maszynie do pisania ankietę własnoręcznie wypełniła Helena Dyżewska.

Helena Magdalena Dyżewska urodziła się 27 maja 1870 r. w Żelechowie*, w rodzinie rzymskokatolickiej. W internecie bez trudu znajdziemy księgę metrykalną, w której spisano akt urodzenia późniejszej nauczycielki. Dowiadujemy się z niego, iż była córką Franciszka Konstantego i Julji z Rabków.

Od domowej nauczycielki do kierowniczki szkoły

Kiedy rodzina Dyżewskich zamieszkała w Siedlcach przy ul. Wojskowej 8? – Nie wiadomo. W 1889 r. Helena ukończyła siedleckie rządowe gimnazjum. Otrzymała świadectwo dojrzałości gimnazjalnej i – od Kuratora Warszawskiego Okręgu Naukowego – świadectwo domowej nauczycielki. Zaczęła udzielać prywatnych lekcji. 1 stycznia 1905 r. podjęła pracę nauczycielki w pierwszej polskiej szkole początkowej w Siedlcach. Początkowa Szkoła Kolejowa mieściła się przy ulicy Świętojańskiej 7. W kwietniu 1930 r. została przeniesiona do budynku przy ulicy Konarskiego 5, gdzie funkcjonuje do chwili obecnej. Od 1 września tego roku znów jest Szkołą Podstawową nr 1 w Siedlcach.

1 września 1906 r. Helena Dyżewska została kierowniczką tej placówki. Funkcję tę pełniła aż do 1934 r. W tzw. międzyczasie, 1 listopada 1916 r. rozporządzeniem Magistratu Miasta Siedlce, została „zamianowana” (pisownia oryginalna) kierowniczką miejskiej 4-klasowej szkoły elementarnej w Siedlcach.

Na jej pobory składały się: pensja miesięczna 125 marek, zasiłek drożyźniowy, ½ puda węgla do jednego pieca na opał, 5 marek miesięcznie na światło oraz dodatek w wysokości 30 marek za każde przepracowane 5 lat. Wypełniając ten Kwestjonarjusz, Helena Dyżewska była już nauczycielką z 13-letnim stażem pracy.

Jaką była kierowniczką szkoły? Opinie inspektorów szkolnych, wystawione jej w latach 1917 do 1932, nie pozostawiają wątpliwości, iż świetną.

„Widać na każdym kroku gorliwość, poświęcenie i przywiązanie do zawodu nauczycielskiego i dbałość o potrzeby szkoły”. „Taktowna, sumienna, dba o szkołę”. „W pracy gorliwa i sumienna, stosunek do dziatwy szkolnej i rodziców dobry. Nauczycielka posiada zasługi z czasów niewoli jako ideowa pracowniczka na polu oświatowem”. Wszystkie te wpisy złożyły się na ogólną ocenę pracy bardzo dobrą.

Dekretem Kuratorium Lubelskiego z 11 lipca 1934 r. Helena Dyżewska została 31 sierpnia tego samego roku przeniesiona w stan spoczynku. Zmarła 12 maja 1949 r.

Rodzeństwo

Jeszcze w czerwcu można było zapalić lampkę i pomodlić się nad mogiłą Heleny Dyżewskiej. Jeden z rodowitych siedlczan, tknięty jakimś niedobrym przeczuciem, sfotografował przezornie skromny nagrobek. W lipcu zrobiono w tym miejscu dwa nowe miejsca pochówkowe. Grób pani Dyżewskiej można jeszcze zobaczyć na zdjęciu, zamieszczonym w ogólnopolskiej internetowej bazie grobów.

Włodzimierzowi Bieguńskiemu, którego rodzina od kilku pokoleń mieszka w Siedlcach, udało się ustalić, iż Helena Dyżewska miała ośmioro rodzeństwa**. Późniejsza kierowniczka „Jedynki” była szóstym z kolei dzieckiem swoich rodziców. Nie tylko ona została nauczycielką. Jej siostra Jadwiga uczyła łaciny w Gimnazjum im.  królowej Jadwigi w Siedlcach (dzisiejsza „Królówka”). Brat Andrzej był miejscowym adwokatem, podobnie jak jego syn Czesław. Dyżewscy mieli dwa groby na cmentarzu centralnym w Siedlcach. Oba zostały zlikwidowane. Grób Andrzej zniknął już jakiś czas temu. Grób Heleny – na początku tegorocznych wakacji.

Przed Heleną w murowanym grobie na starej części cmentarza były pochowane jej dwie siostry, Konstancja i Władysława. Nieremontowany pomnik sióstr Dyżewskich zaczął się chylić ku upadkowi. Osoby, które często bywają na cmentarzu przy ul. Cmentarnej, pamiętają, że wyglądało to trochę tak, jakby ktoś temu upadkowi pomagał… Po pomniku została murowana rama. Postawiono przy niej metalowy krzyż i tablicę nagrobną. Imię pani Heleny zostało napisane czarną farbą na niedokładnie startych literach imionach jej sióstr.

Ten grób jest już „czysty”

Gdy pytam dyrektora Zarządu Cmentarzy Rzymskokatolickich w Siedlcach, ks. Leszka Dąbrowskiego, czy na nowym pomniku będzie tabliczka z informacją, iż była tu pochowana również Helena Dyżewska, słyszę, że nie.

– Nie byłoby to zgodne z prawdą historyczną. W grobie tym była wcześniej pochowana niejedna osoba. Nie sposób wszystkie wymienić. Grób został zlikwidowany. Kości zmarłej zebrano i przeniesiono do ossarium. Dlaczego? Bo rodzina pochowanego tu wcześniej nieboszczyka w każdej chwili może się odnaleźć i zażądać udostępnienia kości swojego krewnego. Moralnie byłaby to bardzo niezręczna sytuacja – wyjaśnia ksiądz.

– Ossarium to grób zbiorowy, w którym umieszcza się kości, wykopane ze likwidowanych grobów, z szacunku dla szczątków ludzkich. Tak samo postąpiliśmy z kośćmi osób, wykopanych podczas prac na terenie dzisiejszego lapidarium. Trafiły do ossarium na cmentarzu przy ul. Janowskiej – dodaje.

Niestety, na ossarium nie ma tabliczki, informującej, kto jest w nim pochowany.
– Likwidacja grobu jest ściśle określoną procedurą a nie wymysłem księdza. Dlatego też trzeba uwzględnić argumentację ustawodawcy***. W zasadzie grób śp. Heleny Dyżewskiej w aspekcie formalno-prawnym mógł zostać zlikwidowany z chwilą niewniesienia opłaty na kolejne 20 lat, tzn. w 1969 r. Tutejszy Zarząd Cmentarzy nie wykazywał nadmiernej „nerwowości” w sprawie likwidacji tego grobu. Decyzje o likwidacji grobów w każdym przypadku są poprzedzone bardzo długimi obserwacjami naszych pracowników i absolutną pewnością, że mamy do czynienia z zupełnym brakiem zainteresowania grobem, zarówno w aspekcie jego utrzymania, jak i ponoszenia należnych opłat – wyjaśnia ks. Leszek Dąbrowski.

Gdy pytam, co z uczniami, którzy palili lampki na grobie zasłużonej nauczycielki, słyszę, że robili to tylko raz w roku, na Wszystkich Świętych. Teraz będą mogli postawić znicz na ossarium lub zamówić mszę św. w intencji zmarłej – słyszę.
– Czy podejmując decyzję o likwidacji grobów pani Dyżewskiej mieliście świadomość, kim była ta osoba? – Nie mogliśmy mieć tej świadomości, jako że nasze księgi takich informacji nie zawierają.

* W Aktach Heleny Dyżewskiej znajdziemy również dokument, w którym zapisano, iż pani Helena przyszła na świat w Białej Podlaskiej. W Księdze ludności stałej Miasta Siedlce zanotowano z kolei, iż pani Helena urodziła się w Białej Podlaskiej, ale 27 kwietnia 1876 r. Rozbieżność w miejscach urodzenia Heleny Dyżewskiej udaje się wyjaśnić dzięki internetowym bazom danych. Dzięki nim wiemy, że były dwie Heleny Dyżewskie. Obie były córkami tych samych rodziców. Pierwsza urodziła się w Białej Podlaskiej i zmarła rok później. Druga urodziła się w Żelechowie i zmarła w Siedlcach.

** Marianna Bronisława (ur. 15.08.1848), Karolina Cecylia (ur. 11.10.1850, zm. 13.03.1851), Julian Marceli (ur. 1.01.1852), Konstancja Aleksandra (ur. 23.02.1854), Andrzej Franciszek Ksawery (ur. 29.11.1856), Helena (ur. 30.01.1860, zm. 1861), Władysława (ur. 15.06.1862),  Stanisława Weronika (ur. w „Radzaniu” 13.01.1865, zm. 1866), Jan (ur. 23.06.1867, Helena Magdalena (ur. 27.05.1870, zm. 12.05.1949).

***

Ustawa z 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych

Art. 7

Ust. 2. Po upływie lat 20 ponowne użycie grobu do chowania nie może nastąpić, jeżeli jakakolwiek osoba zgłosi zastrzeżenie przeciw temu i uiści opłatę, przewidzianą za pochowanie zwłok. Zastrzeżenie to ma skutek na dalszych lat 20 i może być odnowione.

Ust. 3. Przepisy ust. 1 i 2 nie mają zastosowania do chowania zwłok w grobach murowanych przeznaczonych do pomieszczenia zwłok więcej niż jednej osoby, a także do chowania urn zawierających szczątki ludzkie powstałe w wyniku spopielenia zwłok.

Ust. 5
Niezależnie od powyższych przepisów jest wzbronione użycie do ponownego pochowania grobów, mających wartość pamiątek historycznych (ze względu na swą dawność lub osoby, które są w nich pochowane, lub zdarzenia, z którymi mają związek) albo wartość artystyczną.

Opublikowano historia, kultura, samo życie, wspomnienia | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Jubileuszowe rarytasy, zagadki i smaczki

Wydawać by się mogło, że nie ma nic bardziej przewidywalnego, niż wystawy jubileuszowe w placówce muzealnej. Tymczasem Muzeum Regionalne w Siedlcach, na wystawach, zorganizowanych z okazji 50-lecia jego powojennej działalności, zaprezentowało niby zbiory dobrze znale, ale… dopełnione eksponatami rzadko pokazywanymi, wypożyczonymi z innych placówek lub wręcz dopiero co pozyskanymi. Czujne oko znawców historii regionu bez problemu potrafiło wyłowić te ciekawostki.

Na wystawie dotyczącej historii Siedlec możemy więc po raz pierwszy zobaczyć portret księżnej Aleksandry Ogińskiej tuż obok obrazu, przedstawiającego jej matkę i popiersia jej ojca. Portret drugiego męża księżnej, Michała Kazimierza, jak na małżonków, którzy byli w separacji, ale zachowywali przyjacielskie relacje przystało, wisi na osobnej, ale stojącej tuż obok ściance.

 

O ile rodzice księżnej przyjechali z Muzeum xx. Czartoryskich w Krakowie, to oryginał portretu jej małżonka znajduje się w Muzeum Sztuki Litwy w Wilnie, na której mieszkał, opuściwszy Siedlce.

 

Patrząc na portrety poszczególnych Czartoryskich – a są wśród nich i ks. Adam Kazimierz i Maria Wirtemberska i Izabela z Flemingów – ma się wrażenie, że wszyscy najważniejsi przedstawiciele Familii przyjechali do Siedlec na jubileusz muzeum „pod Jackiem”. Nie mogło też zabraknąć króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który przybył do z Zamku Królewskiego na Wawelu. W gablocie tuż obok tych portretów znajdziemy pierścień z podobizną Adama Kazimierza Czartoryskiego z ok. 1790 r. O ile wszystkie wystawy jubileuszowe będą dostępne do marca 2018 roku, to pierścień ten będzie u nas tylko do początku sierpnia, podobnie jak eksponowana w muzealnej bibliotece 3-tomowa książka z… autografami ks. Aleksandry.

 

Dociekliwych wciąż intryguje rycina Franciszka Ksawerego Christianiego z 1825 r. Zamieszczona w pracy „Rysy postawionych pomników i wybitnych medalów w Królestwie Polskiem w roku 1825” jest najstarszym, dotychczas znanym, przedstawieniem ratusza. Niewysoka budowla tuż przed „Jackiem” być może była studnią. Nieopodal miejsca, w którym stoi dziś popiersie Tadeusza Kościuszki, był wówczas postument z figurką. A między „Jackiem” a kościołem św. Stanisława stał parterowy budynek. Gdyby zachował się do dzisiejszych czasów – zasłaniałby widok na pobudowaną 3 lata później pocztę.

 

Kolejnym smaczkiem dla historyków jest – po raz pierwszy prezentowane w Siedlcach – zdjęcie bramy dzwonnicy, zrobione przez Hermana Gancwola. Jego reprodukcja wisi pod fotografią, przedstawiającą Stary Kościół. Oba zdjęcia Muzeum Narodowe w Warszawie, które ma te fotografie w swoich zbiorach, datowało na 1875 r. Uważni obserwatorzy zauważą, że drzewa na jednej z tych fotografii mają liście, ale na drugiej z nich już nie. To najlepszy dowód, że ich autor co najmniej dwukrotnie odwiedził Siedlce. Czy przyjechał do tego miasta wyłącznie wiedziony ciekawością, jak ono wygląda po niedawnym pożarze? Czy syn Hermana, Adolf, któremu miasto zawdzięcza tyle zdjęć, był tu wówczas razem z ojcem? W 1875 roku miał zaledwie 5 lat.

 

Patrząc na zdjęcie bramy-dzwonnicy, nie sposób nie spojrzeć na zamieszczoną tuż obok pracę Adolfa Kozarskiego z 1866 r. Namalowana po drugim (z 1865 r.) z trzech dużych pożarów, jakie dotknęły Siedlce w II poł. XIX w., jest uroczą widokówką z malowniczymi chmurami. Zdjęcie Hermana jest realistyczne aż do bólu. Pokazuje dostojną, lekko przechyloną w lewo, odrapaną bramę, wołającą bezgłośnie o pilny, gruntowny remont.

 

XIX-wieczny surdut oraz stroje pań na manekinach, towarzyszących wystawie historycznej, to nabytki, które muzeum dostało od mieszkańców Siedlec w tym roku. Świetnie zachowane są wspaniałym prezentem jubileuszowym.

 

Na wystawie etnograficznej urzekają zwiedzających wycinanki, poprzetykane zdjęciami pań, które je wykonywały oraz imponująca kolekcja, pieczołowicie zbieranych przez Wandę Księżopolską.

 

Wśród obrazów przeważają prace Małgorzaty Łady-Maciągowej, które zajmują aż 3 sale wystawowe oraz Michała Borucińskiego, wyeksponowane w 2 salach. Porozwieszane po dwóch stronach holu głównego „na dołku” – są niczym skrzydła wielobarwnego ptaka.

 

Byli niemal równolatkami. Małgosia urodziła się 4 lata wcześniej niż Michał. Jej prace, podobnie jak życie, są związane z Krakowem. Oprócz widoków z grodu Kraka, malowanych przez artystkę coraz chętniej pod koniec życia, na wystawie możemy podziwiać portrety jej męża, synka, siostry i babci oraz autoportrety. Na pracach Michała królują: szkice portretowe osób spoza rodziny, martwe natury i kwiaty. Autoportret, namalowany na płycie pilśniowej, jest zaledwie jeden. Sporo jest za to widoków Warszawy – zrównanej z ziemią lub jeszcze niepodniesionej z ruin po II wojnie światowej.

 

Zanim jednak dojdziemy do prac wspomnianych malarzy, przyciągną naszą uwagę „Dziewczynki z martwym ptaszkiem” Vlastmila Hofmana, „Portret dziewczyny” Kazimierza Sichulskiego oraz obrazy m.in.: Józefa Brandta, Józefa Pankiewicza, Ludomira Benedyktowicza i Wojciecha Weissa. Patrząc na nie, zastanawiamy się, jakim cudem takie „nazwiska” znalazły się akurat w Siedlcach.

 

Najmniejsza, znajdująca się tuż przy wejściu do muzeum sala, jest poświęcona historii tej placówki. Oprócz trofeów muzealnych i spisu wszystkich dyrektorów tej placówki z minionego półwiecza znajdziemy w niej wydawnictwa, foldery, pocztówki, kalendarzyki, długopisy, magnesy na lodówkę, będące sympatycznymi pamiątkami z pobytu w Siedlcach. Oprócz nich zwracają uwagę materiały, przypominające, iż w Muzeum Regionalnym w Siedlcach były wystawy lub prelekcje, dotyczące Indian Ameryki Północnej, Etiopii, a w muzeum w Treblince, będącym oddziałem siedleckiej placówki, całkiem niedawno, bo 3 maja 1990 r., gościł nie kto inny, jak prezydent RFN.

 

Wybierając się do Muzeum Regionalnego, warto ubrać się ciut cieplej, ponieważ – ze względu na dbałość o zapewnienie odpowiednich warunków prezentowanym na wystawach eksponatom – obniżono temperaturę w pomieszczeniach wystawowych.

Opublikowano fotografia, historia, kultura | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz